Raport kuratora z przedostatniej wizyty u Alka

W lutym 2013 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku objął nadzorem kuratora wykonywanie moich kontaktów z synkiem – a właściwie nie wykonywanie tych kontaktów przez mamę Alka (Sąd Okręgowy mój wniosek o ten nadzór odrzucił). Od tego czasu kuratorzy raz na 2 tygodnie odwiedzali miejsce zamieszkania mojego synka i składali pisemny raport do sądu. Zamieszczam raport kuratora któremu udało się zobaczyć Alka w lutym 2014 r.  – potem już tylko jeden raz kurator został wpuszczony do domu w którym przebywa Alek. Przeczytajcie i przekonajcie się sami w jakiej atmosferze dorasta mój synek..

Całość raportu do poczytania TUTAJ.

Janek

Kochany Aleczku!

Chciałbym żebyś wiedział, że 20 września 2014 roku urodził się Twój braciszek. Ma na imię Janek, jest zdrowy, spokojny i cudowny jak Ty. Jaś jest bardzo do Ciebie podobny jak byłeś maluszkiem. Wracają do mnie wszystkie wspomnienia tych wspaniałych chwil kiedy mogłem być przy Tobie, obserwować jak się rozwijasz i pomagać Ci pojąć zawiłości i piękno świata. Żyję nadzieją, że już wkrótce będziesz mógł osobiście poznać braciszka i nie mogę już doczekać się chwili gdy będę mógł tulić Was obu, zabrać nad morze albo gdzie tylko będziesz chciał, czasu który będziemy mogli spędzić razem. Wierzę, że pokochasz Janka i będziesz dla niego najwspanialszym starszym bratem na ziemi.

Pamiętaj Aleczku, że bardzo Cię kocham i nie ma chwili bym o Tobie nie myślał. Tata Filip, Kasia i Dziadkowie robią wszystko co w ich mocy abyś znowu mógł być z nami. Kocham Cię synku i bardzo za Tobą tęsknię.

 Janek

Aleczku masz już 5 lat!

Kochany Synku!

Z okazji Twoich 5 urodzin życzymy Ci samych radości, miłości i szczęścia. Bardzo za Tobą tęsknimy!!! Pamiętaj, że zawsze będziemy Cię kochać. Jesteś w naszych sercach i myślach każdego dnia. Nigdy z Ciebie nie zrezygnujemy, wciąż żyjemy nadzieją że wkrótce nadejdzie czas, w którym znów będziemy mogli być blisko Ciebie.
Dziś mijają dokładnie 2 lata i 7 miesięcy odkąd zostaliśmy całkowicie rozdzieleni, choć mieszkasz tak blisko, że niemal mógłbym Cię zobaczyć z okna.To więcej niż połowa Twojego życia…
Robimy co możemy żeby przerwać tą rozłąkę. Nigdy nie zapominaj że Tata, Dziadkowie i cała Rodzina bardzo Cię kocha! Bardzo chciałbym, żeby kolejne lata mijały Ci w atmosferze spokoju, radości, żebyś szedł przez życie otoczony miłością całej rodziny – i Mamy, i Taty, wszystkich Dziadków i tych licznych osób które pokochały Cię i myślą o Tobie nieustannie. KOCHAMY CIĘ, NIC I NIKT NIGDY TEGO NIE ZMIENI!

Alek Kuczma ma już 5 lat

Chcieliśmy razem z Babcią i Dziadkiem dać Ci osobiście prezenty urodzinowe, ale nikt nie otworzył nam drzwi, dlatego część z nich zostawiliśmy pod drzwiami domu gdzie według informacji z sądu mieszkasz. Mamy nadzieję że – inaczej niż paczka Bożonarodzeniowa – zostały Ci przekazane i możesz się nimi cieszyć.

Postanowienie – nakazanie zapłaty grzywny za uniemożliwianie kontaktów

Po trwającym 1,5 roku procesie, Sąd Rejonowy w Gdańsku wreszcie wydał postanowienie – nakazanie mamie Alka zapłaty grzywny za uniemożliwianie kontaktów dziecka z tatą pomimo sądowego zabezpieczenia tych kontaktów.
Drugi etap jedynej prawnej możliwości egzekwowania prawa dziecka i rodzica do kontaktu poprzez przymuszenie za pomocą grzywny do wykonywania prawomocnych postanowień sądu już prawie za mną!

Całość postanowienia do poczytania TUTAJ.

Opinia przedszkolanki o Alku

Ostatni czas był bardzo pracowity i bogaty w przeżycia. Zakończyło się kilka spraw sądowych, pojawiło się trochę nowych informacji o Aleczku, a w życiu Taty też wiele się dzieje. Trzeba jednak nadrobić zaległości i opowiedzieć jak toczą się nasze losy.

Na początek udostępniamy sporządzoną na wniosek sądu uzupełniającą opinię przedszkolanki o Aleczku – tej samej przedszkolanki, która w czerwcu 2013 r. złożyła zeznania w sprawie rozwodowej.

Całość opinii do poczytania TUTAJ.

Postanowienie – obecność kuratora podczas kontaktów Alka z Tatą

W kwietniu 2014 r. Sąd rozpatrzył pozytywnie mój wniosek o uczestnictwo kuratora podczas moich kontaktów z Alkiem, od tego czasu na wyznaczone spotkania przychodzę więc z Panią kurator. W uzasadnieniu Sąd napisał, że „o ile to rozwiązanie nie odniesie efektów w postaci zmiany postawy powódki, która w sposób oczywisty i przemyślany nie realizuje postanowień prawomocnych sądu, nie przestrzega prawa i podejmuje decyzje biorąc pod uwagę jedynie swoje dobro, konieczne będzie podjęcie bardziej radykalnych rozwiązań by zapobiec dalszemu naruszaniu prawa a przede wszystkim dobra małoletniego”. Efektów nie widać, zobaczymy więc co Sąd miał na myśli pisząc o „bardziej radykalnych rozwiązaniach”.

Całość postanowienia do poczytania TUTAJ.

Alek i Tata oczami Kasi

Cześć,

Jestem Kasia, pojawiłam się w życiu Filipa blisko 3 lata temu, wtedy gdy jeszcze był w nim też Alek. Mogłabym napisać wiele o naszym związku, o tym jaki jest Filip dla mnie, że jest dobry i kochany, ale nie o nas jest ta strona. Postanowiłam podzielić się tym, co widziałam, słyszałam, czego byłam bezpośrednim świadkiem w relacji Alka z tatą, bo nie chcę milczeć gdy wylewa się na Filipa a także jego rodzinę rzeki jadu, kłamstw i oszczerstw. O tym jak wyglądał związek Filipa z mamą Alka mam swoje własne zdanie, oparte na lekturze jej pamiętników z 3 ostatnich lat małżeństwa, listów, maili, smsów, wszystkich akt wszystkich spraw od deski do deski, najróżniejszych dowodów w tym zdjęć, nagrań i wyciągów bankowych, relacji Filipa, jego rodziny, znajomych, przyjaciół, a także znajomych których znałam zanim poznałam Filipa. Widziałam też na własne oczy zachowanie Filipa w obecności żony gdy byli razem, jego zachowanie gdy nie była obecna ale byli jeszcze parą, wiem jaki był na samym początku naszego związku i jaki jest teraz. Przekopałam się przez tony papierów, czasem mam nawet wrażenie że nikt nie przeczytał tego wszystkiego oprócz mnie – nie wyłączając Filipa. Poznałam wszystkie zarzuty jakie na nim ciążą lub ciążyły i weryfikowałam je krok po kroku, sprawdzałam wszystko bo chciałam mieć pewność, że wiem z kim się wiążę. Po całej tej detektywistycznej dłubaninie nie wierzę, by kiedykolwiek Filip uderzył swoją żonę lub znęcał się nad nią w jakikolwiek inny sposób. Mam też 100% pewność, że Filip nigdy nie skrzywdził Alka, wbrew temu o co jest oskarżany przez mamę Alka i jej nową rodzinę. Wiem – bo nie muszę się domyślać czy wierzyć, widziałam prawie wszystkie ich spotkania na własne oczy – że nie zamykał go w ciemnych pomieszczeniach, nie straszył, nie wyrywał Alka nikomu z rąk, nie mówił nic złego na temat mamy Alka i jej bliskich, nie mówił że mama go wyrzuci na śmietnik i przede wszystkim nigdy go nie uderzył ani nie stosował wobec niego żadnej innej formy przemocy. Wręcz przeciwnie – starał się dać swemu synowi z siebie jak najwięcej, utwierdzić go w przekonaniu że jest kochany przez wszystkich – i tatę, i mamę, babcie, dziadków, ciocie, wujków, przez wszystkich którzy go otaczają.

Kiedy przyjęłam Filipa z całym bogactwem inwentarza w postaci rozwodu w toku i małego dziecka, stanęłam przed poważną próbą – miałam poznać synka Filipa, który na szczęście okazał się być fantastyczną istotą. Alek dopiero zaczynał mówić, ale w tych mądrych oczach widać było że wiele rozumie i stara się poukładać sobie dorosłe sprawy, wyczuwał też najdrobniejsze emocje i przejmował je, co wydaje się być nieprawdopodobne w przypadku dwulatka, ale tak właśnie było. Nie sposób było Ajo nie polubić, i trudno było nie pokochać, chociaż starałam się nie przywiązywać mając świadomość że jego mama może zrealizować swoje groźby i zabrać Alka Filipowi i jego rodzinie w każdej chwili. Nie chciałam żeby zraniła mnie odbierając dziecko, które przecież nie było moje, choć starałam się nie dać mu tego odczuć. Nie dało się jednak być na „pół gwizdka”, szczególnie że Alek potrzebował bliskości i ciepła, potrzebował poczucia że jest kochany. Starałam się być dla niego wsparciem, ale nigdy nie chciałam zastąpić mu mamy – nie było to ani potrzebne, ani możliwe i wprowadziłoby tylko dodatkowy zamęt w jego odbiorze świata, czego nie chciałam. Kiedy zaczął do mnie mówić „mamo”, wytłumaczyliśmy mu że ja nie jestem jego mamą, jestem przecież jego Kasią – i tak powstało coś w rodzaju gry w przekomarzanie – on mówił „mama”, a ja „Kasia”, co kończyło się śmiechem i w końcu Alek przyzwyczaił się że jestem „jego Kasią” i tak się do mnie zwracał. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu – tego który był przeznaczony Filipowi w porozumieniu z mamą Alka a potem przez sąd. Jeździliśmy z Filipem razem odebrać Alka i odwieźć go 2 lub 3 popołudnia w tygodniu i co drugi weekend – to naprawdę dużo czasu i dużo okazji by przyjrzeć się relacji Filipa z synkiem. Obserwowałam ich wnikliwie i bardzo uważnie, nie ma przecież lepszej okazji żeby przekonać się czy mężczyzna sprawdzi się w roli ojca dla moich dzieci. Byłam obecna podczas niemal wszystkich ich spotkań, a podczas przekazywania dziecka starałam się nie wchodzić w oczy mamie Alka żeby niepotrzebnie jej nie drażnić. Często zdarzało się że Alek nie chciał wracać do mamy, płakał i mówił „mama nie”, chował się, uciekał albo mówił że chce spać – ale czytaliśmy o tym jak dziecko może reagować na rozstanie rodziców i zmiany miejsca pobytu, więc uznaliśmy że on po prostu czuje się niepewnie, nie chce tracić kontaktu z jednym kochanym rodzicem gdy miał jechać do drugiego. Takie jednak są realia życia dziecka rozwiedzionych rodziców i jedyne co można w tej sytuacji zrobić, to nie pogarszać tego stanu przez jątrzenie napięć. Ajo nie miał łatwo – jego rodzina rozpadła się kiedy był jeszcze niemowlakiem, dlatego staraliśmy się z Filipem dawać mu tak dużo miłości, spokoju, zainteresowania, czułości i radości, jak to było możliwe podczas tych reglamentowanych widzeń. Filip był dla Alka tatą, jakiego wiele dzieci mogłoby mu pozazdrościć, a ich więź była bardzo silna. Alek słyszał od taty że jest kochany, mądry, że tata jest z niego dumny. Filip dopingował syna do podejmowania wyzwań – którymi dla dwulatka było złapanie piłki albo wkręcenie śrubki, chwalił go gdy się udało, a gdy się nie udało zachęcał do kolejnych prób lub pomagał gdy było trzeba. Filip przygotowywał synowi posiłki, wstawał do niego w nocy gdy Ajo chciał się napić albo po prostu się obudził i nie mógł zasnąć, przebierał go, przewijał, kąpał zawsze gdy Alek zostawał na noc i czytał mu bajki aż do zaśnięcia, przytulał, bawił się z nim i rozmawiał. Czasem o lwach i tramwajach, a czasem o sprawach poważnych, jak na przykład to, że to nie jest Alka wina że rodzice nie mieszkają razem, że tak po prostu się stało, ale i tak wszyscy go kochają – a Alek potrzebował tych słów i sam wracał do tych rozmów. Za sukcesy i właściwie zachowanie nagradzany był dobrym słowem i czułością, ale zdarzało się i tak, że Alek coś zbroił, nie ma przecież dzieci idealnych – wtedy Filip tłumaczył że nie wolno tak się zachowywać i wyjaśniał dlaczego nie wolno. Były chwile (kiedy posmakowaliśmy zjawiska jakim jest bunt 2-latka), że zastanawiałam się skąd Filip bierze tyle cierpliwości, gdy ja czułam się bezsilna wobec tej rewolty która zmieniła słodkiego malucha w rebelianta. Gdybym miała coś Filipowi zarzucić, to chyba jedynie w moim odczuciu nadmierną troskę, bo nie spuszczał Alka z oka i drżał nad jego bezpieczeństwem jak kwoka, ale biorę na to poprawkę i domyślam się, że zrozumiem to gdy przyjdzie mi troszczyć się o własne dziecko, z którym łączyć mnie będą więzy krwi i które sama sprowadzę na świat.

Latem pojechaliśmy z Alkiem na wakacje, były spacery po polach i lasach, kąpiele w jeziorze, morzu i alkowym basenie, zabawa w piachu z taczką i łopatą, na placu zabaw i u dziadków na działce, rysowanie, malowanie, wieczorne czytanie, wizyta w zoo i oceanarium, oglądanie żaglowców, zbieranie owoców i pyszne babcine smakołyki. To był bardzo radosny czas, chociaż dla nas – dorosłych nieco wyczerpujący, co zrozumie każdy kto ma pod opieką małe dziecko. Alek zaczął składać pełne zdania, tworzył przy zabawie opowieści, budując kolejkę mówił że pojedziemy na wycieczkę – tata, mama, babcia, dziadzia, „Tasia”, Paweł, koty i piesek. Zabierał nas wszystkich na wyobrażone wyprawy a my cieszyliśmy się że czuje się z nami na tyle swobodnie, że opowiada nie tylko o nas, ale też o mamie i jej bliskich, jakichś nieznanych nam ciociach i wujkach, ich pieskach, o krowach i innych stworzeniach.

Były to niestety pierwsze i ostatnie wakacje które Alek mógł spędzić z tatą.  Z czasem sprawy między mamą Alka a Filipem stawały się coraz bardziej napięte, a oskarżenia rzucane na Filipa narastały i dalej narastają jak kula śniegowa, wciąż pojawiają się nowe i coraz bardziej wymyślne. Przyszedł grudzień, plany na Święta, niepojęte postanowienie Sądu i ciężka do uniesienia obawa, że być może już więcej Alka nie zobaczymy. Tak też się stało, 6 grudnia Alek był u nas po raz ostatni. To były bardzo smutne Święta.

Męczy mnie myśl, że moja obecność przy Filipie i Alku przyczyniła się w dużej mierze do zaognienia atmosfery – mimo że miało to miejsce już po odejściu mamy Alka i orzeczeniu separacji, a ona sama była już od kilku miesięcy w nowym związku. Może gdyby Filip był cały czas sam, sprawy potoczyłyby się inaczej… Nie wiem i pewnie nigdy się już nie dowiem. W pewnym sensie potrafię zrozumieć uczucia mamy Alka – też jestem człowiekiem, rozumiem że świadomość że jakaś kobieta zajęła miejsce u boku mężczyzny który kiedyś był jej, i że ta nieznana kobieta teraz opiekuje się jej dzieckiem, może być trudna. Rozumiem też, że czasem związki się rozpadają, wypalają, kończą i towarzyszą temu konflikty i wielkie emocje. Ale nie jestem w stanie zrozumieć tego, że te emocje biorą górę, że matka dając im nad sobą zapanować tak bardzo krzywdzi własne dziecko, odbierając mu ojca i całą rodzinę. Zabierając nie tylko fizyczną obecność kochanego rodzica, ale też świadomość jego istnienia, miłości, własnych korzeni, zabierając nawet wspomnienia. Nie pojmuję jak można dopuścić do sytuacji, że dziecko słyszy od mamy i jej partnera że tata chciał je zabić, bił mamę gdy była w ciąży, znęcał się nad nimi, był potworem. Jak można manipulować dzieckiem, nagrywać je gdy gorączkuje, tresować do lęku przed ojcem i to w obecności kuratora, używać go do własnych celów, nie zważając że łamie mu się serce i przyszłość.Jak można nie widzieć tego, że ten mały, ale bardzo mądry człowiek, świetnie wyczuwa negatywne emocje mamy i jej bliskich wobec taty i przejmuje je, jakimś dziecięcym szóstym zmysłem wyczuwa czego mama się po nim spodziewa i zachowuje się stosownie do jej oczekiwań łaknąc jej akceptacji – bo przecież teraz tylko ona mu została. Jak można wywoływać w dziecku tak potężny konflikt lojalności pomiędzy dwoma najważniejszymi osobami na świecie – rodzicami – i rozdzierać na pół jego i tak już pogmatwany rozstaniem rodziców świat. Wiele razy w snach rozmawiałam z mamą Alka, przekonywałam że nie może tak być, że Alek potrzebuje ich obojga i błagałam by zaprzestała tej walki na wyniszczenie bo my jesteśmy dorośli i jakoś to przetrwamy, ale to Alek dostaje najcięższe ciosy, a wszyscy przecież chcielibyśmy normalnie żyć – ona z pewnością też. W snach często mama Alka zgadzała się na spotkanie Ajo z tatą, i czułam wtedy wielką ulgę, a potem nadchodził ranek i przebudzenie. Wiele razy chciałam wykrzyczeć całemu światu że to niesprawiedliwe, że dziecko cierpi i nie można się z tym pogodzić, nie można przyjąć że życie takie już jest i nic się na to nie poradzi – trzeba to zmienić.

Mój wielki sprzeciw budzi też cały system skonstruowany by chronić dzieci, a wszystkie te okrutne rzeczy dzieją się na oczach sądu który jest bierny. Piszą o tym kuratorzy i biegli, psycholog i pedagog, mówi przedszkolanka i sąsiedzi – i nic. Ściska mi się gardło gdy przywołam wspomnienie roześmianego, szczęśliwego, gadatliwego Ajo, a potem czytam akta z których wyłania się obraz zdewastowanego, zalęknionego, agresywnego i wyalienowanego chłopca, z którego wyrośnie nieszczęśliwy mężczyzna. Ale według sądu dobro dziecka nie jest zagrożone – a przeniesienie go do taty byłoby dla niego traumą no bo przecież od ponad 2 lat on taty nie widuje. Bardzo jestem ciekawa czy takie samo byłoby podejście Pani Sędzi, gdyby urodził jej się syn, a potem wnuk, którego straciłaby po tym jak zdążyłaby go z całej siły pokochać, ponieważ jakaś kobieta chcąc zranić jej syna najdotkliwiej jak się da, za niemym (albo i głośnym) przyzwoleniem innego sądu odebrałaby mu dziecko, które następnie skrzywdziłaby na całe życie przez odebranie mu rodziny. Naprawdę nie życzę nikomu tego, co przeżywa Filip i jego rodzina, nawet pani sędzi która przyczyniła się do zrobienia z Alka półsieroty, i która nadal nie robi nic, żeby zatrzymać ten postępujący i przybierający na sile proces krzywdzenia bezbronnego dziecka. Ból rodzica oderwanego od własnego dziecka jest porównywalny chyba jedynie z jego śmiercią, a może i gorszy, bo Alek żyje i cierpi, a ojciec jest bezradny choć staje na czubkach rzęs by mu pomóc. Ból dziecka któremu odebrano tatę jest równie dotkliwy i do tego niszczący, zwłaszcza gdy odbiera się dziecku także wszelkie pozytywne skojarzenia z tatą. Nie ma żadnych możliwości prawnych, by móc przerwać to piekło, bo wszystkie próby są torpedowane przez sądy i gaszone w zarodku, albo wleką się latami i tracą sens. Przez historię Alka i Filipa straciłam całą wiarę w wymiar sprawiedliwości, prawo, straciłam też wiarę w kobiety. Pewnie, że w każdym środowisku zdarzają się osoby niedostosowane, zaburzone czy nieświadomie krzywdzące innych, ale to jest właśnie rola sądów, by takie przypadki rozpoznawać i przeciwdziałać bezprawiu, zwłaszcza gdy ofiarą jest dziecko które samo nie może się bronić. Tymczasem sądy rodzinne niszczą swymi decyzjami lub ich brakiem całe pokolenia dzieci, potem te dzieci dorastają i powtarzają tragiczne losy swych rodziców we własnym życiu, a trauma ich dzieciństwa powtarza się w życiu ich dzieci.

Najgorsza jest bezsilność – jedyne co pozostaje, to opowiedzieć o tym wszystkim całemu światu, wykrzyczeć, wyrzucić z siebie to co niezrozumiałe i czemu się sprzeciwiam. Ilość rozwodów w Polsce wciąż rośnie, coraz więcej słychać historii bliźniaczo podobnych do historii Filipa i Alka. Dzieci oddzielane od ojców i ich rodzin, ojcowie oskarżani o gwałty, sadyzm, znęcanie nad rodziną, molestowanie dzieci – to już jest standardowy scenariusz rozwodu. Żyjemy w czasach, w których zdeterminowane kobiety niszczą mężczyzn, nie widząc przy tym że niszczą też własne dzieci i swoje własne życie, kładąc je na ołtarzu nienawiści. Mam nadzieję że każdy głos, każde świadectwo coś zmienia a kropla wydrąży skałę, i za rok, dwa, dwadzieścia, rzeczywistość będzie bardziej łaskawa dla dzieci rozstających się rodziców, dla dzieci które doświadczają różnych form przemocy – także tych które nie zostawiają siniaków na ciele. Ich rany są dużo głębsze niż urazy fizyczne – są to rany duszy, która raz okaleczona może się już nigdy nie zagoić. Ja miałam szczęście, trafić na cudownych rodziców, którzy są wciąż razem, kochają się i obdarzyli mnie wielkim zapasem miłości. Być może dlatego tak wstrząsająca i nieakceptowalna jest dla mnie sytuacja Alka – chłopca który jest bardzo bliski mojemu sercu, chłopca którego krzywdy nie mogę po prostu przemilczeć.

II Pismo – Rzecznik Praw Obywatelskich

Sporo się ostatnio działo i nie było kiedy o tym pisać. Z noworocznej gonitwy wyrwało mnie pismo Rzecznika Praw Obywatelskich, które niniejszym zamieszczam, razem z komentarzem. Może pamiętacie – RPO zapytał Sąd Okręgowy co Sąd zrobił w celu przywrócenia kontaktów Alka ze mną, na co jak się okazuje dotąd Sąd nie odpowiedział. W końcu jest niezwisły i w ogóle, będzie się sądu jakiś tam Rzecznik wypytywał o błahostki.

Całość pisma TUTAJ.

CIK w oparach absurdu

Jakiś czas temu dowiedziałem się że Alek uczestniczy w terapii w Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku – Nowy Port. Przeczytałem o tym w raporcie kuratora wyznaczonego do nadzoru nad kontaktami mojego synka ze mną (do których nie dochodzi od 2 lat). Z raportu wynika, że Alek został zapisany na terapię przez swoją mamę gdy zgłosiła się w tej placówce po tym jak przypadkowo spotkałem Alka z babcią pod domem 6 września 2013 r. W trakcie wizyty w CIK mama Alka powiedziała pracownikom, że wraz z 5 niezidentyfikowanymi osobnikami rzekomo pobiłem ją, babcię Alka oraz własnego synka! Nie dodała jak się domyślam, że na miejsce zdarzenia przyjechała wezwana na moją prośbę karetka pogotowia (mama Alka krzyczała że rodzi, po czym odesłała karetkę odmawiając przyjęcia jakiejkolwiek pomocy) i policja (interweniującym funkcjonariuszom nie zgłoszono pobicia).

Po rozmowie z panią kurator, która podkreśliła że mam prawo i obowiązek dowiadywać się o stan zdrowa synka, postanowiłem skontaktować się z Centrum Interwencji Kryzysowej w Nowym Porcie. Chciałem ustalić jaki terapeuta prowadzi mojego synka, porozmawiać z nim i przedstawić cały obraz tragicznej sytuacji Aleczka w oparciu o akta spraw sądowych (wywiady kuratorów, opinie RODK, zeznania świadków itp.). Wiem z doświadczenia, że mama Alka przedstawia rozmówcom fakty jednostronnie, pomijając nawet bardzo istotne kwestie. Wyszedłem z założenia, że „terapia” prowadzona bez wiedzy o podstawowych faktach i przy fałszywym założeniu, że pobiłem Alka nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków, a zamiast tego może zaszkodzić  i utrwalić wpajany mu przez mamę lęk, co tylko pogłębi  jego już i tak fatalny stan psychiczny.

W trakcie rozmowy telefonicznej z pracownicą CIK w Nowym Porcie przedstawiłem sprawę i jako rodzic z pełnią praw rodzicielskich poprosiłem o podanie mi informacji kto zajmuje się terapią mojego synka, kiedy i gdzie mogę się spotkać z tym terapeutą by uzyskać informacje o stanie zdrowia mojego dziecka i przedstawić w pełni jego sytuację. Pracownica CIK poinformowała mnie, że nie może udzielić mi żadnych informacji telefonicznie. Poprosiłem więc o podanie terminu w którym mógłbym się spotkać z kimś kto takie informacje może mi przekazać. Po dłuższej chwili (w tym czasie trwały wewnętrzne konsultacje) otrzymałem odpowiedź, że mogę przyjść za tydzień i porozmawiać o „moim problemie”. Nie otrzymałem jednak odpowiedzi na pytanie z kim mam rozmawiać i czy ta osoba będzie w stanie udzielić mi jakichkolwiek informacji! Zapytałem dlaczego mam przychodzić dopiero za tydzień na co Pani odpowiedziała, że właściwie mogę przyjść kiedy chcę.

CIK

Po paru dniach udałem się osobiście do CIK w Nowym Porcie. Już poszukując budynkuCIK odniosłem wrażenie, że placówka ta jest silnie utajniona – żeby do niej trafić trzeba naprawdę mocno się postarać. Na miejscu próbowałem wyjaśnić w skrócie powód mojej wizyty dwóm pracownicom ośrodka. Po informacji, że jestem pełnoprawnym rodzicem dziecka które chodzi na terapię do tego ośrodka, panie straciły zainteresowanie kontynuowaniem rozmowy. Jedna pani oschle stwierdziła, że żadnych informacji nie może mi na  ten temat przekazać. Na pytanie jaki jest powód odmowy pani powiedziała … że nie może udzielić mi informacji dlaczego nie może udzielić mi informacji!!! Poprosiłem o wskazanie przepisu ze statusu CIK gdzie jest mowa, że placówka państwowa może odmówić prawnemu opiekunowi informacji o stanie zdrowia własnego dziecka. Pani odpowiedziała, że ogólnie nie może mi udzielić żadnej informacji a ona jest bardzo zajęta więc jak nie chcę skorzystać z ich pomocy (!!!!) to do widzenia. Spytałem czy mogę w takim razie umówić się z kimś kto może udzielić mi jakichkolwiek informacji. Po sprawdzeniu jakiś list pani stwierdziła, że mogę przyjść za 2 tygodnie. Na pytanie czy będę rozmawiał z kimś kto odpowie na moje pytania otrzymałem informację, że nie możliwe jest udzielenie mi takiej informacji czy udzieli mi się informacji za 2 tygodnie! Na pytanie o nazwisko osoby z którą mam się spotkać i o czym będzie ta rozmowa… otrzymałem informację, że nie można mi udzielić takiej informacji! Odkąd mam styczność z polskim wymiarem sprawiedliwości czuję się jak bohater „Procesu” Kafki, ale rozmowa w CIKu sprawiła że do reszty spowiły mnie opary absurdu.

Ogólnie wrażenie, że coś jest bardzo nie tak narastało we mnie z każdą chwilą. Wszystko wskazywało, że zamiast do placówki działającej pod patronatem czerwonego krzyża i opłacanego z naszych podatków trafiłem do jakiegoś ośrodka tajnej agencji rządowej. Tylko co to za agencja: CBA, CBŚ, CIA, KGB, Mossad? Wszystko wyjaśniło się gdy po powrocie do domu zapoznałem się dokładnie z informacjami o CIK zamieszczonymi na stronach internetowych, gdzie  jest wyraźnie napisane, że jest to organizacja feministyczna.

Pewne światło na mur milczenia napotkany w siedzibie CIK rzuca też fakt, że w instytucji tej swoją wiedzę z zakresu przemocy domowej poszerza w ramach szkoleń nowa „babcia” mojego synka, czyli aktualna teściowa mamy Alka. Pani ta pracuje jako specjalista z ramienia MOPS i koordynator grup interdyscyplinarnych w ramach procedury Niebieskiej Karty. Całkiem przypadkowo również to właśnie ta Pani nakłaniała mamę Alka do założenia mi sprawy o znęcanie się nad żoną, co zeznała w sądzie (teraz toczy się druga, pierwszą umorzono). Również czystym zbiegiem okoliczności jest fakt, że jedna z filii zakładu pracy nowej „babci” Alka ma swoją siedzibę dokładnie pod tym samym adresem co CIK w Nowym Porcie.

W każdym razie polecam serdecznie wizytę w Centrum Interwencji Kryzysowej w Nowym Porcie wszystkim ojcom, którzy mają jeszcze jakiekolwiek złudzenia, że żyją w normalnym demokratycznym państwie gdzie szanuje się prawo. Tam poprzez krótką terapię szokową zostaniecie szybko i skutecznie wyleczeni z idiotycznych przekonań, że waszym obowiązkiem i prawem jako rodzica jest posiadanie wiedzy o stanie zdrowia własnego dziecka. OJCOWIE, PAMIĘTAJCIE: W POLSCE, KRAJU MATKI-POLKI, JAKO „PEŁNOPRAWNI OPIEKUNOWIE DZIECKA” NIE MACIE ŻADNYCH PRAW, A WASZYM JEDYNYM OBOWIĄZKIEM SĄ ŚWIĘTE ALIMENTY.

PS. „Rozgryzam” też skrót CIK, moje typy to – Centrum Informacji Komicznych, Centrum Ignorowania Konstytucji (i praw wszelakich), Centrum Indoktrynacji Kobiet

Kafka wiecznie żywy

 Źródło komiksu: http://butelkacoli.blogspot.com/2011/12/kafka-wiecznie-zywy.html

DOBRO DZIECKA

22 listopada 2013 Sąd Okręgowy w Gdańsku II Wydział Cywilny Rodzinny rozważał mój 3 już wniosek o przeniesienie 4 letniego synka pod moją stałą opiekę. dobro dzieckaRozpatrywano też wniosek mamy Alka o wstrzymanie zabezpieczenia moich z synkiem kontaktów do których i tak nie dopuszcza ona od 2 lat. Sąd przesłuchał kuratorów nadzorujących moje kontakty z synem. Dla przedstawienia całości obrazu dodam, że nadzór ten jak do tej pory polegał na umawianych z wyprzedzeniem wizytach w miejscu zamieszkania Alka (nie było innej możliwości, bo mama Alka wyłącza domofon, a jeśli wyjątkowo jest włączony, nikt go nie podnosi; zdarzyło się i tak, że domofon został podniesiony, a męski głos powiedział że Alka i jego mamy nie ma w domu) i spisywaniu twierdzeń jego mamy oraz obserwacji zachowań mojego synka. Z samym Alkiem nikt nie rozmawia bo… kuratorzy nie są psychologami dziecięcymi! Mama Alka nie ukrywa przed kuratorami, że stale uniemożliwia moje z synkiem spotkania i otwarcie twierdzi, że nie zamierza zmienić swojego postępowania. Po takiej wizycie kurator czasem dzwoni do mnie (częściej ja do niej), pyta czy byłem w terminie pod domem Alka, mówi mi jak się synek zachowywał (dobre i to, wiem przynajmniej że żyje). Potem raz na 2 tygodnie pisze do sądu sprawozdanie opisujące przebieg wizyty oraz informację że synka nie widziałem i że nadzór należy kontynuować. Kuratorzy nie mają dostępu do akt sprawy a wszelkie dokumenty sądowe poznają na mojej stronie internetowej!

Wysoki Sąd usłyszał, że mama Alka dalej nie zamierza się stawiać na żadne rozprawy „ze względów zdrowotnych” (jak od 6 miesięcy). Od kuratorów Sąd usłyszał, że mama Alka nie jest zdolna do ŻADNYCH kompromisów w kwestii wznowienia moich kontaktów z synkiem. Usłyszał, że sąsiedzi często słyszą awantury w miejscu zamieszkania Alka, krzyki i płacz dziecka. Usłyszał, że sąsiedzi boją się mówić co się w tym mieszkaniu dzieje, boją się agresywnych zachowań mamy Alka i jej partnera, zachowań których już doświadczyli (m. in. donosy na policję i urzędu skarbowego). Usłyszał, że w ciągu 6 miesięcy zamieszkiwania w tym miejscu Alka z mamą i nowym tatą nikt z sąsiadów dziecka nie widział a niektórzy jedynie słyszeli jego płacz (część w ogóle nie wiedziała że mieszka tam jakieś dziecko). Usłyszał, że według sąsiadów mama Alka ma zaburzenia psychiczne i jest „agresywną aktorką”. Usłyszał, że dziecko nie chodzi do przedszkola od 6 miesięcy i nikt nie wie dlaczego. Usłyszał, że mama Alka twierdziła że syn świetnie zaadaptował się w przedszkolu i chętnie tam uczęszcza, a zeznania przedszkolanki pokazują dokładnie odwrotny obraz. Usłyszał, że kuratorzy nie mogli się skontaktować z Alkiem i jego mamą przez prawie 2 miesiące ani osobiście ani telefonicznie. Usłyszał, że mama Alka twierdzi, że w żadnym wypadku nie wpaja dziecku lęku przed tatą, a także, że Alek jest W OBECNOŚCI KURATORA uczony przez mamę lęku przed rodzonym tatą. Usłyszał, że gdy w trakcie zabawy przy kuratorze Alek powiedział, że kotek jest zły, mama wyjaśniła mu że kotek jest dobry i zapytała: a kto jest zły, na co mój synek Z UŚMIECHEM odparł „zły Filip”. Usłyszał, że Alek mówił o mnie tata jeszcze w lipcu tego roku a miesiąc później zaczął nazywać mnie „złym panem który bije” („sam z siebie”, choć nie miał ze mną wtedy już od 18 miesięcy kontaktu). Usłyszał, że mój synek teraz nazywa tatą konkubenta mamy a ja jestem jedynie „złym panem” lub „złym Filipem”. Usłyszał, że mój 4 letni synek chodzi po mieszkaniu z krzyżem w rękach i modli się: „Panie Boże nie pozwól aby zły Filip mnie skrzywdził”!!!

Usłyszał także, że ogólnie sytuacja bytowa dziecka jest dobra: ma własny pokój, ma ubrania i jedzenie, jest dobrze nastawiony do swojej nowo narodzonej przyrodniej siostry, mama w obecności kuratorów jest dla Alka dobra, miła i opiekuńcza. Co za zaskoczenie!

Ode mnie Sąd usłyszał, że oskarżenie mnie przez matkę Alka o rzekome pobicie przeze mnie i 5 nieznanych sprawców dnia 6 września mojego synka, jego mamy (w 9 miesiącu ciąży) i babci zostało oddalone a sprawa umorzona przez prokuraturę po przesłuchaniu bardzo licznych świadków i powołaniu biegłych z zakresu medycyny sądowej. Ponadto Sąd miał wiedzę, że mój synek jest kompletnie zdewastowany psychicznie przez działania własnej matki o czym zeznawała w lipcu jego przedszkolanka (wnioskowana na świadka przez jego mamę).

Sąd wiedział z zeznań biegłych RODK, że mama stosuje wobec dziecka PRZEMOC EMOCJONALNĄ. Sąd znał także opinię psychologa wezwanego do przedszkola przez zaniepokojony zachowaniami Alka personel. Sąd miał też wiedzę o opinii RODK w Gdańsku gdzie wyraźnie zespół biegłych psychologów dziecięcych stwierdza:

„Informacje dotyczące funkcjonowania małoletniego w przedszkolu są faktycznie bardzo niepokojące. Sporządzona na prośbę matki opinia opisująca funkcjonowanie dziecka w przedszkolu ujawnia zachowania świadczące o wyraźnych zaburzeniach w funkcjonowaniu społecznym i emocjonalnym rozwoju chłopca. (…) analizując całość materiału z badania (akta sprawy, dane z wywiadu) można stwierdzić, iż zachowanie matki jest wysoce niepokojące. Wskazuje ono bądź na świadome manipulowanie informacjami (co drastycznie obniża jej wiarygodność także w kontekście zarzutów czynionych wobec ojca) bądź na zaburzenia w percepcji i obiektywnej ocenie sytuacji. W takim przypadku należałoby rozważyć przekazanie małoletniego pod bezpośrednią opiekę ojca – zwłaszcza, jeżeli matka w dalszym ciągu nie będzie respektować prawa dziecka do spotkań z ojcem i dziadkami, mimo braku obiektywnych przeciwwskazań do wznowienia tych kontaktów. (…) Analiza akt sprawy wskazuje, iż obecna sytuacja chłopca jest wysoce niepokojąca.”

Niezawisły Sąd mając wiedzę o tych faktach i po tym co usłyszał na rozprawie…odrzucił zarówno mój wniosek o przeniesienie Alka do mnie jak i wniosek mamy Alka o uchylenie zabezpieczenia moich z synkiem kontaktów. Co za wyważony werdykt – Bogu świeczkę i Diabłu ogarek, a właściwie każdej ze stron figa z makiem. Sąd nie podał uzasadnienia swojej decyzji – sformułuje je na piśmie w późniejszym terminie! Czyli tak jak jest od 2 lat jest dobrze – a poza tym wg Sądu mam jeszcze inne możliwości wyegzekwowania kontaktów (chodzi pewnie o grzywnę, której sprawa toczy się już 2,5 roku i końca nie widać). Ja mam nadal chodzić od 2 do 3 razy w tygodniu do Alka żeby pocałować domofon, kurator nadal ma chodzić co 2 tygodnie i pytać mamę Alka czy może łaskawie pozwoliła spotkać mi się z dzieckiem! Jest super, jest super, więc o co mi chodzi?!

Na koniec Pani Sędzia „pogroziła paluszkiem” mamie Alka, prosząc jej adwokata aby przekazał sugestię sądu, żeby lepiej szanowała prawo dziecka i ojca do kontaktów! Zgroza – mama Alka na pewno się przestraszy i zacznie respektować prawo które łamie za wiedzą i niemym przyzwoleniem sądu i to całkowicie bezkarnie od 2 lat! Ja bym się przestraszył bo to już drugie w ciągu 2 lat tego typu ustne ostrzeżenie sądu w reakcji na łamanie jego własnych postanowień! Za trzecim razem sąd najpewniej się obrazi i przestanie się odzywać do mamy Alka, co będzie dla niej straszną i dotkliwą nauczką i karą!

Wnosząc po tym co usłyszałem na rozprawie, „dobro dziecka” w odczuciu TEGO SĄDU sprowadza się jedynie do zapewnienia jedzenia, ubrania i własnego pokoju do spania. Co prawda jawnie i to w obecności kuratora odbywa się gwałt na psychice mojego synka któremu wmawia się, że ma innego tatę a ten rodzony tata to „zły Filip”, odpowiednik czarnej wołgi z lat komuny, ktoś wzbudzający lęk, zmora z najgorszych koszmarów. Co prawda nie wiadomo co dzieje się z Alkiem w mieszkaniu (czy „tylko” wrzeszczy się na niego czy też się go bije), co prawda nikt z sąsiadów nie widuje dziecka, co prawda sąsiedzi twierdzą, że mama Alka to agresywna i niezrównoważona aktorka ale przecież zapewnia dziecku jedzenie, picie i mieszkanie, a nawet je przytula, więc jest OK! Skrzywiona psychika Alka jest nieważna bo przecież jej nie widać!

Oczywiście zaskarżę to postanowienie ale widać wyraźnie, że to nic nie zmieni. Cokolwiek zrobiłaby matka dziecku – jest to dla niego dobre. A tata przerażony skalą zniszczenia własnego dziecka i biegli psychologowie dziecięcy z RODK… zapewne przesadzają. Jaka tam psychika, emocje, osobowość, przecież tego nie da się dotknąć, obejrzeć, pomierzyć, sfotografować i załączyć do sprawy jako dowód obrazkowy, więc to jakieś banialuki. Przecież okaleczona psychika dziecka nie krwawi…

Najlepiej więc na stałe wyeliminować ojca z życia dziecka, niech płaci alimenty i się od syna odczepi. A najlepiej niech facet zrobi sobie drugie dziecko, w końcu ma z kim – same plusy: lżej mu będzie bo się czymś zajmie, z braku czasu przestanie zawracać Sądowi gitarę pismami i wnioskami, no i jeszcze przy okazji wzrośnie przyrost naturalny, będzie miał kto płacić podatki na wymiar sprawiedliwości i jego emerytury.

Wszystko oczywiście pod banderą „dobra dziecka” bo tym ponoć kieruje się sąd a nie lękiem przed podjęciem nietypowej decyzji. To nie lęk o własny święty spokój i stołek. Najlepiej więc spuścić ojca w kiblu, matki nie ruszać bo będzie smród. Trzeba będzie ograniczyć ojcu władzę rodzicielską, no bo przecież i tak nie ma z dzieckiem kontaktu. Dziecko w końcu zapomni, że był kiedyś ktoś taki jak tata Filip i będzie gites. DLA DOBRA DZIECKA OCZYWIŚCIE. Alek co prawda na dźwięk słowa Filip będzie się pewnie moczył co najmniej do 10 roku życia, ale co tam… w końcu mu przejdzie, od czego są terapie. Dorosły Alek może być skrzywionym, nieszczęśliwym człowiekiem ale przecież Wysoki Sąd będzie już w tym czasie na zasłużonej emeryturze. Wtedy prawdopodobnie jakiś inny sąd będzie orzekał o jego opiece nad własnym dzieckiem, o ile w ogóle będzie chciał je mieć, o ile będzie chciał i potrafił związać się z kobietą. Ale sąd będzie dalej niezawisły i objęty immunitetem, czyli… całkowicie bezkarny. Tak właśnie wygląda to z perspektywy „bogów w togach z amarantową wypustką” – to nie oni ponoszą skutki swych decyzji.

TO JEST WŁAŚNIE „DOBRO DZIECKA” PO POLSKU.

PS. Zastanawiam się po co w ogóle istnieją Sądy Rodzinne. Po co, jeżeli mama Alka może bezkarnie bojkotować ich decyzje od 2 lat, decydować o losie dziecka samodzielnie – sama mianowała się sędzią najwyższym rozstrzygającym we własnej sprawie i to równie niezawisłym jak prawdziwy sąd. Może zamiast utrzymywać z naszych podatków bezradne Sądy Rodzinne, lepiej byłoby wydawać każdej matce po narodzinach dziecka togę sędziowska i łańcuszek z orzełkiem w koronie? Łatwiejsze, tańsze i przede wszystkim szczere bo nie pozostawiające złudzeń kto tu rządzi!

stop przemocy