Postanowienie – zagrożenie grzywną za uniemożliwianie kontaktów

Pierwsze zabezpieczenie naszych z Alkiem kontaktów Sąd wydał 1 lipca 2011 roku. Porozumienie zawarte wcześniej, bo już w listopadzie 2010 roku w trakcie sprawy separacyjnej nigdy nie było przez mamę Alka traktowane poważnie, czego dobitny przykład dała wywożąc naszego synka bez mojej wiedzy i zgody do Warszawy na ponad 3 miesiące. Gdy otrzymałem Zabezpieczenie Sądowe myślałem, że to wreszcie koniec stałego utrudniania nam kontaktów z Alkiem, że w końcu wszystko będzie normalnie. Przecież Zabezpieczenie ma moc prawną, jest wykonalne, wydał je Sąd Rzeczpospolitej Polskiej i nikt nie śmie łamać zapisów takiego dokumentu! A nawet jeśli spróbuje – czeka go nieuchronna kara i poważne konsekwencje! Przecież żyjemy w XXI wieku, w cywilizowanym i praworządnym kraju, w centrum Europy. Dziś już wiem jak jest naprawdę i patrząc wstecz śmieję się ze współczuciem z tego naiwniaka mającego jakieś ideały, wierzącego w sprawiedliwość – człowieka którym byłem jeszcze dwa lata temu.

Gdy na początku sierpnia 2011 roku kolejny raz udałem się do syna w terminie przyznanym mi przez Sąd i kolejny raz będąc już pod jego domem dostałem od jego mamy sms o treści: „Dziś nie przychodź. Alek nie chce się z tobą widzieć” stwierdziłem – koniec trzeba jechać na policję, oni muszą mi pomóc, prawo jest po mojej stronie. Tak więc dzierżąc w dłoni Zabezpieczenie Sądu udałem się na najbliższy Komisariat Policji. A tam – kubeł zimnej wody na rozemocjonowany łeb. Policja nie zajmuje się takimi sprawami, to sprawy rodzinne, nie ma żadnego zagrożenia dla porządku publicznego, życia czy zdrowia kogokolwiek (a zdrowie, choćby psychiczne, mojego synka czy moje?), mienia itp. Itd. Jedyne co policja może zrobić to przyjąć zgłoszenie i nadać mu numer. Trzeba do sądu z tym iść…

 No i tak od 2 lat po próbie kontaktu z synkiem przychodzę na ten sam Komisariat od 2 do 3 razy w tygodniu. Wszyscy funkcjonariusze już mnie znają, nawet ci nowi co się pojawiają od czasu do czasu, gdy się przedstawiam mówią „A pan Filip! Słyszałem, słyszałem, znam sprawę, już wpisujemy”. Na odchodne życzą powodzenia, mówią, że podziwiają za wytrwałość, że jestem najdłużej przychodzącym ojcem w takiej sytuacji, że inni wcześniej się poddają, że szacun, że to gorsze od dozoru policyjnego bo częściej przychodzę, że należy mi się honorowa odznaka policyjna… Ogólnie mam wrażenie, że postrzegają mnie trochę jak niegroźnego wariata i pewnie już się pozakładali kiedy odpuszczę. Mam zamiar przebić ich założenia :)

Po pierwszej wizycie na Komisariacie, złożyłem w Sądzie wniosek o zagrożenie matce Alka grzywną w wysokości 500 zł za każdy uniemożliwiony kontakt z synkiem by zdopingować ją do przestrzegania Zabezpieczenia. Z powodów formalnych (brak na prawomocnym postanowieniu potwierdzenia prawomocności, czyli jakiejś prostokątnej pieczątki czerwonej bo niebieska okrągła z orłem w koronie nie wystarczy) po 2 miesiącach wniosek mi odesłano – i to po dostarczeniu do sądu dokumentu z tą wymaganą pieczątką. No to następny wniosek z tymi samymi dokumentami, nowa sygnatura i już po kolejnych 2 miesiącach rozprawa. Na rozprawie mówię, że mama Alka widząc kompletny brak reakcji sądów na łamanie Zabezpieczenia, zaostrzyła swoje zachowania i syna od 6 grudnia nie widuję wcale. Potem wstaje mama Alka i potwierdza, że nie wydaje Alka na spotkania z tatą i nie będzie wydawać, bo Alek jest ciągle chory a poza tym sam nie chce się z ojcem spotykać, bo się taty boi, bo tata go bije i że ona pozwoli się tacie z synem spotykać tylko pod warunkiem, że ten agresywny ojciec podda się terapii dla sprawców przemocy! Myślę: no to koniec sprawy, sama przyznała, że nie wydaje Alka, i co za bicie, przemoc, terapia – a jakiekolwiek dowody na te wyssane z palca bajki? Sąd który miał badać jedynie czy do kontaktów dochodzi czy nie, stwierdził, że trzeba zbadać sprawę dokładnie. To dokładne badanie zajęło sądowi „jedynie” kolejne 10 miesięcy. Rozprawy były wyznaczane co 2-3 miesiące (bo sąd ma urlop, bo EURO 2012), do części z nich nie dochodziło bo sąd był chory lub też sąd mając 3 miesiące nie zdążył wezwać drugiej strony (a mnie zdążył wezwać więc byłem). W końcu straciłem cierpliwość i udałem się na skargę do Prezesa Sądu. Tam usłyszałem, że sprawy o kontakty z dziećmi są dla sądu priorytetowe i nie można terminów rozpraw wyznaczać co 3 miesiące ale co 1,5, że Prezes może tylko przyspieszyć terminy a niezawisły sąd może badać co chce i ile chce w tej sprawie. No ale najwyraźniej skarga podziałała, bo na kolejnej rozprawie (5 grudnia 2012 roku) sąd nie chciał dalej wnikliwie badać wszystkich bredni zasłyszanych na sali i wydał werdykt – zagrozić matce grzywną 500 zł kary za każdy uniemożliwiony kontakt!!!

To jeszcze oczywiście nie koniec – poszła apelacja mamy Alka. Jej treści nie mogłem poznać przez następne 2 miesiące bo akta gdzieś ciągle wędrowały. W końcu jest: Sąd Okręgowy w Gdańsku już po 6 miesiącach od wydania postanowienia o grzywnie oddalił zażalenie jako bezzasadne! Szkoda tylko, że wszystko łącznie trwało 20 miesięcy. Miesięcy w których z synkiem się nie widywałem, czasu którego ani Alkowi ani mi nikt już nie zwróci, nie zrekompensują żadne pieniądze świata.

Po otrzymaniu postanowienia o oddaleniu zażalenia powódki, wystąpiłem do sądu o egzekucję grzywny za uniemożliwione kontaktyDalsze perypetie w kwestii fantastycznego narzędzia jakim jest grzywna TUTAJ.

postanowienie grzywna 05.12.2012

 

Add Comment Register



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

5 042 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>