Opinia RODK

Badania w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno Konsultacyjnym w Gdańsku odbyły się ponad rok od naszego z synkiem ostatniego spotkania. Z tego powodu bardzo się bałem,  czy Aleczek w ogóle będzie mnie pamiętał. Jak zareaguje na mój widok po takim czasie? Czy nie będzie płakał, a może zacznie mnie bić tak jak podczas naszego ostatniego spotkania 6 grudnia 2011 roku? Zwłaszcza to ostatnie spotkanie i bardzo niepokojące zachowanie Alka nie dawało mi spokoju. Co się wtedy z Ajo zaczęło dziać? Dlaczego nagle stał się agresywny w stosunku do kotów które wcześniej uwielbiał głaskać, przytulać? Dlaczego zaczął bić mnie na przemian z przytulaniem i całowaniem? Co i od kogo usłyszał, skoro na moje pytanie: „Alek, dlaczego bijesz tatę. Przecież nie można bić”, Alek odparł: „Przecież można, tata bije”! A gdy spytałem :”Jak to, czy tata Cię kiedyś uderzył?” Alek stwierdził : „Mama mówi”. A może synek jest nastawiany przeciwko mnie?

Poza tym tyle złych rzeczy można przeczytać o tych ośrodkach rodzinnych. Czy opinia RODK będzie sprawiedliwa? Czy też pogrążą mnie, bo jestem TYLKO OJCEM?

Pierwsze minuty spotkania w RODK – widzę jak wchodzi Ajo z mamą, serce mi wali jak opętane, słyszę tylko jego bicie i szum tłoczonej krwi. I nagle ulga i nieopisana radość – Alek jak tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie nieśmiało! Podchodzę, witam się, pytam czy pamięta kim jestem? Alek odpowiada cichutko lecz już z pełnym uśmiechem „tak, tata”. Niewypowiedziana radość wypełniała mi serce, a więc jednak mnie pamięta! Nie zapomniał choć jest jeszcze tak mały a jego mama zrobiła wszystko żeby mnie przez ten rok zapomniał..

Całe badania trwały około 5-6 godzin. Przynajmniej tak wynikało z wskazówek zegarka, bo dla mnie czas kompletnie się nie liczył, chciałem być z synkiem jak najdłużej. Nie interesowały mnie jakieś tam testy przyniesione przez biegłych, obecność wielu obcych ludzi (w tym, jak się później dowiedziałem obserwatorów) – liczył się tylko Alek z którym wreszcie mogłem porozmawiać, pobawić się, przytulić, ucałować, po prostu pobyć! Po badaniach pracownicy RODK pozwolili nam jeszcze zostać jakiś czas i pobawić się. W końcu ubrani już w kurtki i płaszcze poprosili nas, abyśmy się zbierali bo zaraz zamykają. Poprosiłem jeszcze policjantkę która cały czas bacznie, lecz z uśmiechem nas obserwowała, żeby zrobiła nam z Alkiem zdjęcia na tle choinki. Chciałem je pokazać dziadkom Alka. Niech zobaczą jak wnuczek urósł, jaki jest cudny. Przecież tak bardzo za Ajo tęsknią, tyle nieprzespanych, przepłakanych nocy… niech mają GO choć na zdjęciu! Policjantka popatrzyła na mamę Alka i poprosiła aby to ona zrobiła zdjęcia. Mama Alka z obrażoną miną zrobiła nam 3 zdjęcia, po czym wezwała taksówkę. Alek nie chciał wychodzić, zaczął najpierw protestować słownie a potem rozpłakał się. Mama zaczyna ubierać go na siłę, więc przejmuję inicjatywę – najpierw cukierek do łapki który przerywa płacz gdy ląduje w buzi. Potem tłumaczenie, że musimy już iść ale na pewno niedługo się spotkamy i pobawimy. Strasznie bolało jak musiałem okłamywać synka, ale sam sobie wmawiałem, że może mama Alka w końcu pozwoli nam się spotykać, skoro widziała nas razem, widziała jak synek się do mnie garnie. Miałem nadzieję, że skończy tą okrutną grę krzywdzącą głównie dziecko. O naiwności…

Odprowadziłem synka do samochodu, po drodze zaczął padać śnieg. Powiedziałem Alkowi, że już dawno kupiłem dla niego specjalną łopatę do odgarniania śniegu i że jak się następnym razem spotkamy to ją wypróbujemy. Alek zaczął prosić mamę, żeby pójść z tatą pobawić się jeszcze i tą łopatą też, że jeszcze by chciał i proszę, proszę… Myślałem że mi serce pęknie gdy słuchałem jak bardzo prosił. Oczywiście padło zdecydowane nie, bo nie ma już czasu i … BO NIE. Jest już taksówka. Klękam i mówię Alkowi, żeby zawsze pamiętał, że bardzo go wszyscy kochamy i nigdy nic tego nie zmieni i nawet jak się nie widzimy to ciągle myślimy o nim, że baba, dziadzia, ciocia, wuja, tasia i tata bardzo za nim tęsknią. Alek jakby wiedząc, że mama może być zła, patrząc mi prosto w oczy cichutko mówi: „Ja tez tenknie tatusiu”. Przeżywam kolejny już tego dnia zawał, ale przecież trzeba być twardym, nie dać poznać po sobie synkowi, że wewnątrz wszystko pęka, boli, wyje!!! Więc uśmiecham się i mówię, że wszystko będzie dobrze.

Wsadziłem jeszcze synka do taksówki, przytuliliśmy się, ucałowaliśmy i odjechał. Gdy taksówka ruszała, Alek uśmiechnięty przekrzywiał się by mnie widzieć i machał ile sił w rączkach. Biegłem więc przy drzwiach taksówki i też jak oszalały machałem do czasu aż samochód nie przyspieszył zostawiając mnie w tyle. Widziałem jeszcze, że przesyłał mi buziaka rączką, tak jak kiedyś gdy się żegnaliśmy.

A więc nie zapomniał, pamięta, kocha, tęskni! Jest już taki duży, śliczny, mądry, coraz wyraźniej mówi! Udał mi się synek! Tak bardzo wyrósł przez ten rok! Szkoda, że nie mogłem w tym uczestniczyć, tyle nas ominęło…

RADOŚĆ, DUMA, I NARASTAJĄCY BÓL!

„Właścicielko” naszego synka – jeśli czytasz te słowa, wiedz, że Twoje działanie przyniosło zamierzony skutek – boli mnie, bardzo. Weź tylko pod uwagę, że najwyraźniej ALKA TEŻ BOLI. Ja jestem dorosły i poradzę sobie z tym bólem – Alek może tego nie udźwignąć, zostanie skrzywiony na całe życie.

Mnie ten ból dodatkowo dopinguje do działania. I NIE PODDAM SIĘ NIGDY. ZAPAMIĘTAJ – NIGDY! BO JESTEM TYLKO I AŻ OJCEM.

Poniżej fragmenty opinii RODK w Gdańsku:

Add Comment Register



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

5 042 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>